ORBITKA.COM – Photo-Travel Blog

foto-relacje ze świata i okolic

Wyspa Wielkanocna 2012 – wspomnienia – cz.1


Dziś niemal rok po powrocie zebrało mi się na wspomnienia z wyprawy do Ameryki Południowej. Głównie dlatego, że wreszcie poświęciłam trochę (czytaj: duuuużo) czasu na przesortowanie kolekcji zdjęć, jakie stamtąd przywiozłam. Tych zdjęć robię ogromne ilości na wypadek, gdyby się coś nie udało i zapisuję je w kilku miejscach, na wypadek, gdyby się pojawiły jakieś błędy, coś padło itd. itp. Schody zaczynają się potem, bo nie lubię kasować zdjęć, nawet najsłabszych okazów. Każde z nich przecież wiąże się z jakimś wspomnieniem, chwilą, która wtedy minęła… a stąd już prosta droga do galopującej piramidy gigabajtów. No ale wreszcie zaczęłam wychodzić na prostą i wybrałam kilka najulubieńszych do dalszej edycji.

Na pierwszy ogień poszła egzotyczna Wyspa Wielkanocna. Oto próbka zdjęć z naszego pierwszego dnia na wyspie (2012-11-16).

Słowo wstępu o samej wyspie:

Wyspa Wielkanocna jest jedną z najbardziej odizolowanych zamieszkanych wysp na świecie. Wg. Wikipedii (http://pl.wikipedia.org/wiki/Wyspa_Wielkanocna ) ma 3791 mieszkańców, głównie Polinezyjczyków i jedno miasto: Hanga Roa, w którym są trzy ulice na krzyż. Ta mała wyspa wulkaniczna o powierzchni 163 km kw. (wielkość 15 x 20 km) leży na południowym Oceanie Spokojnym. Od wybrzeża Chile dzieli ją 3600 km. My przylecieliśmy tego dnia ze stolicy Chile, czyli Santiago de Chile – lot trwał 5 godz. i 40 min. Na wyspie jest jedno lotnisko, na które przylatuje tylko jedna linia lotnicza (chilijski LAN), jeden lot dziennie, po czym halę zamyka się na klucz.

Główną atrakcją wyspy są kamienne głowy, posągi „Moai”. W sumie jest 887 posągów porozrzucanych po całej wyspie. To największa tajemnica i motyw przewodni licznych legend i mitów, które na równi z egzotycznymi rytuałami tubylców pobudzają wyobraźnię podróżników z całego świata. Jest w Wyspie Wielkanocnej jakaś magia, bo gdy rozmawialiśmy z przyjaciółmi o naszym planie podróży, to mimo że zaplanowaliśmy wiele atrakcyjnych miejsc, to jednak ten kierunek wzbudzał zdecydowanie największe zainteresowanie. Tak samo reagowali ludzie, których spotykaliśmy w podróży, ich reakcje były równie mocne, bo po prostu mało kto tam jeździ ze względu na odległość.

Wyspa przyjaźnie powitała nas girlandami kwiatów i deszczem, który padał przez trzy dni z różną mocą, ale za to bez przerwy, aż do naszego odlotu. Wydawałoby się, że nieustający deszcz powinien nam mocno przeszkadzać, jednak wkrótce przestaliśmy na niego zwracać uwagę, po prostu był i już. Nawet dość szybko pozbyliśmy się peleryn, które nam niezbyt pomagały. Zdecydowanie choć trochę słońca przydałoby się do zdjęć, ale na szczęście na wyspie nie brakuje żywych kolorów, które skutecznie odwracały uwagę od marnego światła.

Pierwszego dnia obeszliśmy dookoła „stolicę”, zjedliśmy bardzo prosty lecz kosztowny obiad. Pieniądze na wyspie rozchodziły się w turbo-tempie, bo ceny były wyspiarsko wysokie i ciężko się było doliczyć, ile należy wypłacić, żeby wystarczyło na wszystko co mamy w planie, czyli jedzenie, nocleg, bilety wstępu i wynajem samochodu. Ze trzy razy pod rząd wracaliśmy do bankomatu, bo ciągle na coś brakło, a nie chcieliśmy wypłacać z górką, żeby nie zostać z kłopotem. Na szczęście był całodobowy bankomat i nasze karty działały, bo ręcznego kantoru nie widziałam.

Dzień zakończyliśmy piknikiem na wulkanicznej plaży tuż pod posągiem Moai z widokiem na ocean, w którym surfowali miejscowi śmiałkowie. Turbo-cola (czyli coca-cola z pisco: lokalnym trunkiem) i jakiś mango drink wprowadziły nas w magiczny nastrój. Zdecydowanie podobało nam się. Przez cały spacer po okolicy towarzyszył nam (chyba) bezpański pies. Pilnował nas, jakbyśmy się znali od dawna. Swoją lojalnością zasłużył na najdroższe parówki świata, jakie mu kupiłam w pobliskim sklepiku. Pochłonął je w szybkim tempie, ale bez awantur, po czym się ulotnił. Tak minął dzień pierwszy.

—–

Warszawa – niedziela – 20 października 2013 – godz. 18:00

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: